W Rumunii rządzonej przez Nicolae Ceauşescu…

W Rumunii rządzonej przez Nicolae Ceauşescu racjonowano chleb, mięso, cukier i olej roślinny. Według Ceauşescu, problem polegał na tym, że ludzie zbyt dużo jedzą. W Bukareszcie większa część ślicznej dzielnicy Uranus, labiryntu starych uliczek, kościołów i synagog została starta z powierzchni ziemi, by można było wybudować pałac dla Ceauşescu i Eleny, jego równie pogardzanej małżonki.

Zaczęło się 16 grudnia na prowincji, w Timişoarze. Proboszcz krytyczny wobec reżimu usłyszał, że zostanie wyeksmitowany ze swojego mieszkania. Parafianie zebrali się, by do tego nie dopuścić. Ich liczba rosła. Buntownicy wdarli się do partyjnego budynku. Tajna policja Securitate została zmuszona do wysiłku. W Rumunii nie było policyjnych oddziałów prewencji – rodzina Ceauşescu była przekonana, że ich nie potrzebuje, bo naród ją kocha – a więc wezwano wojsko. 18 grudnia został wprowadzony stan wyjątkowy. Młodzież zignorowała tę decyzję. Otworzono do niej ogień. Ludzie nie dali się zastraszyć. 20 grudnia sto tysięcy osób nie podporządkowało się stanowi wyjątkowemu w Timişoarze.

Rano 21 grudnia Ceauşescu miał przed sobą ogromną publiczność, która zgromadziła się Bukareszcie, by posłuchać, jak potępia powstanie. Jednak mówca błędnie ocenił nastrój słuchaczy. Klaskały mu tylko pierwsze rzędy. Pozostali gwizdali i szydzili. Transmitowała to telewizja. Trzy czwarte narodu widziało, jak przywódca nieudolnie próbuje odzyskać kontrolę – „Mów do nich”, syczała jego żona, „mów do nich” – aż w końcu transmisja została przerwana. Publiczność wyszła na ulice. Żołnierze i funkcjonariusze Securitate strzelali do niej z dachów.

Wczesnym rankiem 22 grudnia małżeństwo Ceauşescu popełnia drugi błąd. Teraz jednym z okrzyków jest Moarte criminaluli!, „Śmierć mordercy!”. Przywódcy nie uciekli w nocy z miasta. Ceauşescu został zakrzyczany, gdy następnego dnia rano próbował przemawiać z balkonu. Śmigłowce zrzucały ulotki, zalecające ludziom, by poszli do domów i cieszyli się „swoją bożonarodzeniową ucztą”. Niektórzy nie mieli nawet oleju. „Maria Antonina!”, krzyczeli. Wszędzie słychać było strzały.

O godzinie 11:44 Nicolae i Elena Ceauşescu zostają uratowani – zabiera ich z tarasu helikopter, gdy tłum rusza w ich stronę. „Dosłownie zostali wniesieni przez swoich ochroniarzy, bladzi z przerażenia”, wspomina pilot. Mówi, że zaniepokoił go wrogi ostrzał przeciwlotniczy, gdy leciał na południe. Wylądował. Ochroniarze zatrzymali jakiś samochód.

Małżeństwu Ceauşescu powiedziano, że będą bezpieczni w instytucie technicznym w mieście Titu. Dyrektor placówki zamknął ich w pokoju i wezwał policję.

Zostali osadzeni w garnizonie wojskowym.

W dzień Bożego Narodzenia wojskowy trybunał skazał ich na śmierć. Egzekucja została wykonana natychmiast przez trzech spadochroniarzy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *