Piknik Paneuropejski

20 czerwca 1989 roku pojawił się pomysł zorganizowania Pikniku Paneuropejskiego. Ta idea zrodziła się podczas rozmowy przy obiedzie, jaką przeprowadził pewien węgierski działacz z Otto von Habsburgiem, byłym następcą tronu Austro-Węgier i członkiem Parlamentu Europejskiego. Węgrzy rozbroili tak zwany system Sz-100, radziecki elektroniczny system alarmowy, który zastąpił pola minowe wzdłuż węgierskich granic. Sekretarz stanu Imre Pozsgay powiedział, że ten system „przeżył się moralnie, technologicznie i politycznie”. 

To właśnie miał być powód urządzenia pikniku, skromnej imprezy przy piwie, kiełbaskach i ognisku na łące w pobliżu Sopronu, węgierskiego miasta przy granicy austriackiej. Brama na granicy, zamknięta od 1948 roku, miała zostać otwarta 19 sierpnia dla małej delegacji, która odwiedziłaby w Austrii pobliskie miasto St Margarethen. Rząd Węgier bardzo był z tego zadowolony. Natomiast Rumuni ani trochę nie cieszyli się z przenikalnych granic swoich sąsiadów. 21 czerwca zaczęli kłaść nowy drut kolczasty i miny wzdłuż swojej granicy z Węgrami. Były doniesienia o zabijaniu niedoszłych uciekinierów w rumuńskiej strefie granicznej. Ale inny twardy reżim wykazywał oznaki bliskiego upadku. Nelson Mandela spędzał 26 rok w więzieniu, odsiadując dożywocie za próbę obalenia reżimu, który prowadził politykę apertheidu. To był główny powód sprzeciwu czarnoskórych obywateli wobec rządów białej mniejszości. 5 czerwca zabrano Mandelę z więzienia na spotkanie z Pieterem W. Bothą, prezydentem RPA.

Tymczasem Radio Wolna Europa/Radio Swoboda podawało informacje o pikniku. Padły one na żyzny grunt we wschodnich Niemczech. Na granicy NRD z zachodnim sąsiadem nic się nie zmieniło: berliński mur poddawany był czwartej modernizacji. Otwarta brama w Sopronie przyciągała z nieodpartą siłą. Mieszkańcy NRD pojechali swoimi charkoczącymi, dwusuwowymi trabantami – byli najzamożniejszym społeczeństwem na Wschodzie – do Czechosłowacji, kierując się na Węgry. Wolno im było podróżować po wschodniej Europie, ponieważ, przynajmniej w teorii, była ona hermetycznie izolowana od Zachodu.

Na pikniku zebrał się wielki tłum, grillując wieprzowinę i pijąc piwo w przyjacielskiej atmosferze. Podpułkownik Bela Arpad, dowódca miejscowej straży granicznej, stał przy bramie na granicy, czekając na przyjazd delegacji o godzinie 15. „W odległości kilkuset metrów pojawiła się duża grupa”, powiedział Arpad. „Nie wyglądali na delegację. Wyglądali na wschodnich Niemców. Kiedy się do nich zbliżyłem, stało się jasne, że chcą wjechać do Austrii. Nie dali mi szansy, bym o cokolwiek zapytał. Otworzyli bramę i ruszyli niczym pociąg ekspresowy”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *